Podziękowania 

Szanowna Pani Ewa Czeczelewska,

 

Przeczytałem Pani artykuł o raku (z krótkim cytatem z mojej książki), co mnie wzruszyło z oczywistych powodów. Dodam, ze "Tańcząc nad Przepaścią, Moja Walka z rakiem" jest dostępna w Internecie za darmo. Postanowiłem, że tak powinno się stać, po rozmowie z Jerzym Stuhrem. Dziękuję Pani za zajmowanie się tak trudnymi sprawami dla dobra ludzi.

Pozostaję z szacunkiem 

Bolesław Lutosławski

Link do książki

Szanowna Pani Ewo

Chciałabym Pani bardzo serdecznie podziękować za Pani nieocenioną pomoc przy leczeniu odleżyn u mojego Taty. Pani wiedza, zaangażowanie i ludzka życzliwość zasługują na najwyższe uznanie. Bez Pani pomocy niemożliwym byłoby osiągnięcie w tak krótkim czasie tak rewelacyjnego rezultatu leczenia. Ponadto świadomość iż jestem w kontakcie ze specjalistą, który wie, jak można pomóc mojemu Tacie była dla mnie bardzo budująca. Jeszcze raz bardzo dziękuję.

Z poważaniem
Aneta Chuchrowska

Statuetka dla przyjaciela Polskiego Związku Emerytów Rencistów i Inwalidów Oddziału Okręgowego w Lublinie

Bolesław Lutosławski – Opieka nad chorym na raka

 

Kiedy poinformowano mnie, ze mam raka, w moim przypadku chłoniak nieziarniczy, byłem w szoku, w bezsłownym szoku. To było coś, czego się bałem, i właśnie się stało. Siedziałem nieruchomo, w głowie pustka; przerażenie jeszcze się we mnie nie obudziło. Byłem jak człowiek, którego wrzucono do jaskini i zostawiono bez latarki.

Powoli, bezładnie różne myśli wyłaniały się wśród mrocznego kłębowiska nieznanych mi do tej pory uczuć, które wypełniały moje serce. Oczywiście, chciałem wiedzieć, jakie mam szanse i jak długo jeszcze będę żyć, ale bałem się o to zapytać. 

Takie są początki, te pierwsze godziny po usłyszeniu diagnozy.

A potem jest leczenie, konieczność stworzenia nowych relacji z bliskimi ludźmi, z rodziną, z dziećmi i próby planowania przyszłości. Wewnętrzne przekonanie, że będzie dobrze zależy od zaufania do lekarzy, do pielęgniarek, do opiekunów, których dopiero co poznaliśmy. Od nich zależy teraz nasze życie i pośrednio los naszych bliskich. 

Jednocześnie, w ciągu paru dni, a najwyżej tygodni, jesteśmy zmęczeni fizycznie, w sposób który odbiera energię i moc do pokonania trudności.

Jest to cicha, wewnętrzna walka z własnym osłabieniem, która trwa i trwa i trwa. Kiedy to się dzieje, przechodzimy przez nagłe zmiany nastroju od beznadziei, psychicznego bólu do radości, kiedy leczenie rozwija się pozytywnie. Wtedy albo odwracamy się w łóżku do ściany, aby być w samotności z naszym smutkiem, żałością, albo w stronę ludzi, kiedy zaczynamy wierzyć, że bedzie dobrze.

Jak pomóc? : łagodnym uśmiechem, podaniem ręki, słuchaniem bezładnych żalów pacjenta, poprawieniem poduszki...

 

Logiczne tłumaczenie choroby i statystyczne szanse na przeżycie, dają jedynie negatywną, depresyjną perspektywę. 

 

Może dlatego najlepiej się czułem, kiedy zajmowala się mną pielęgniarka, której specjalnością była opieka nad dziećmi. Jej spokój i mnie uspokajał napełniając wiarą w przyszłość.

Zaufanie do drugiego człowieka jest bowiem najlepszym przewodnikiem na drodze do pełnego życia.

© 2020 by Ewa Czeczelewska.