Łagodzenie bólu

Rzeczywisty ból wystarczy, aby wyzbyć się cierpień urojonych - mówi aforyzm, sygnalizując, jak wielkie obciążenie niesie ze sobą ból. Zacznijmy od zdefiniowania, czym jest ból w ogóle i dlaczego go odczuwamy.

Jak określa definicja Międzynarodowego Stowarzyszenia Badania Bólu - ból jest to nieprzyjemne doznanie zmysłowe i emocjonalne związane z aktualnie występującym lub potencjalnym uszkodzeniem tkanek albo opisywane w kategoriach takiego uszkodzenia. Innymi słowy mówiąc jest to odczucie subiektywne każdego człowieka. Często słyszymy jednak określenie, „jaki delikatny” czy „pieści się”. Każda osoba ma inny próg bólu – niski lub wysoki, determinuje to jego odczuwanie i nie da się tego wytłumaczyć w prosty sposób. Warto jednak podkreślić, że lęk, niepokój czy gniew w zdecydowany sposób wpływa na obniżenie progu bólu, czyli silniejsze odczuwanie bólu. Wiedząc o tym, można świadomie wpływać na podwyższenie jego progu. Często wystarczy być przy cierpiącym, aby poczuł się bezpiecznie, a poczuje zmniejszenie bólu.

Osoby opiekujące się swoimi przewlekle chorymi bliskimi mają często, na co dzień do czynienia z bólem przewlekłym. Co odróżnia go od bólu „normalnego”, „powszedniego”?

Są różne rodzaje bólu. Najczęściej rozpatrujemy go pod kątem jego nasilenia i czasu trwania. Wyróżnia się ból ostry, który pełni w organizmie funkcje ostrzegawczo – obronną i może utrzymywać się do 3 miesięcy oraz ból przewlekły - uporczywy, nawracający, trwający, powyżej 3 miesięcy lub ból utrzymujący się mimo wygojenia uszkodzonych tkanek. Ból taki wymaga stałego leczenia. Warto podkreślić, że ból ma też różne mechanizmy powstawania, które należy znać by skuteczniej go leczyć. Pierwszy rodzaj, to ból neuropatyczny - który charakteryzuje się zaburzeniem czucia skórnego (tzw. przeczulica), jest stały, tępy, bardzo dokuczliwy, palący, z nakładającymi się napadami kłucia, szarpania, cechuje go zjawisko allodyni tj. odczuwanie bólu wywołanego błahym bodźcem np. dotykiem, dmuchnięciem. Ból ten jest bardzo dokuczliwy, należy łagodzić go silnymi lekami przeciwbólowymi i jednocześnie lekami antydepresyjnymi, przeciwpadaczkowymi, uspokajającymi np. relanium itp.. Drugi rodzaj, to ból receptorowy - jest to ból zlokalizowany, łatwy do opisania, stały, nasila się przy ruchu lub ucisku, ma cechy bólu zapalnego i często ustępuje po paracetamolu. Łatwiej go uśmierzyć niż ból neuropatyczny.

Następstwem, jakich chorób jest ból przewlekły?

Ból przewlekły jest następstwem wielu chorób, jednak najczęściej towarzyszy chorobie nowotworowej. Spowodowany jest rozrastaniem się guza nowotworowego, uciskaniem guza na nerwy, przerzutami nowotworowymi do kości, skóry, narządów miąższowych i samym leczeniem tego schorzenia (operacją, chemioterapią, radioterapią). Z badań wynika, że ból nowotworowy towarzyszy 90 proc. cierpiących na tą chorobę.

Czy można powiedzieć, że ból w pewnych sytuacjach chorobowych może stać się dla pacjenta problemem przerastającym go, nie mniejszym niż sama choroba? 

Tak, bo ból zmienia wszystko. Jest esencją cierpienia – ogranicza, unieruchamia, stawia bariery. Kończy bieg zwykłych spraw. Unicestwia plany życiowe. To nie prawda, że cierpienie uszlachetnia. Nieuśmierzenie bólu to przejaw głupoty, a nawet grzech zaniedbania. Wiąże się to również z postawą samego chorego, bo ważne jest, aby leki przeciwbólowe przyjmować systematycznie, na tzw. godzinę. Nie można samowolnie odstawiać zleconych dawek, gdy wydaje się, że nie boli. Wówczas ból wraca ze zdwojoną siłą i jest trudny do uśmierzenia. 

Czy współczesna medycyna potrafi skutecznie radzić sobie z każdym rodzajem bólu?

Leczenie bólu jest ważne dla pacjenta i jego rodziny. Głównym powodem jest łagodzenie niepotrzebnego cierpienia. Nie mniej ważne jest zapobieganie destrukcyjnemu wpływowi bólu na tryb życia chorego. Nieleczony ból ogranicza aktywność zawodową i społeczną, ciągle „ przypomina” o chorobie, a każde jego nasilenie jest interpretowane przez chorego, jako postęp choroby. Odbiera to wiarę w skuteczność leczenia, a czasami jego celowość.

Można wyliczyć całą paletę skutecznych leków uśmierzających ból, którymi dysponuje współczesna medycyna, począwszy od paracetamolu, poprzez tramadol po morfinę, fentanyl, buprenofinę, oksykodon i inne. Leki te zrywają łańcuchy cierpień – niepodanie ich cierpiącemu to pozbawienie go nadziei, odarcie z wiary w Boga. Należy zakończyć już straszenie chorych uzależnieniem od morfiny i innych leków, fachowo nazywanych opioidami. Nie jest prawdą, że leki te uzależniają lub niszczą żołądek. Stosowane zgodnie z zaleceniem lekarza potrafią uśmierzyć najsilniejszy ból i nie szkodzić.

Jakie miejsce w terapii bólu mają niefarmakologiczne sposoby walki z nim? Czy mogą być one pomocą opiekunom osób chorych, zmagających się z nim?

Ośmielę się stwierdzić, że w naszym państwie niefarmakologiczne sposoby walki z bólem są jeszcze mało znane, a jeszcze mniej stosowane. Uważam, że należy to zmienić. Do metod niefarmakologicznych zaliczyć można min. psychoterapię, muzykoterapię, terapię zajęciową, czy też wsparcie duchowe. Do psychologicznych metod w procesie leczenia bólu nowotworowego zaliczane są głównie techniki redukcji stresu i relaksacji. Wspierające, łagodne i opiekuńcze podejście do chorego w istotnym stopniu przyczynia się do ograniczenia niektórych afektywnych aspektów bólu. Metody relaksacyjne mogą przyczyniać się do obniżenia stresu związanego z dolegliwościami bólowymi. Do powszechnie stosowanych technik relaksacyjnych należą: spokojne lub przeponowe oddychanie, ćwiczenia napinające i rozluźniające mięśnie, tworzenie w umyśle przyjemnych obrazów, przeżyć (autohipnoza) i medytacja.

11 maja tego roku weszła w życie nowelizacja Ustawy o Prawach Pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, zgodnie, z którą personel medyczny ma obowiązek leczyć nie tylko chorobę podstawową, ale także towarzyszący jej ból. Dlaczego ten zapis jest tak ważny? Czym skutkuje?

Dziwi mnie, że podstawową czynność w leczeniu człowieka cierpiącego należało, aż uregulować ustawą. Potwierdza to jednak fakt, jak bardzo jest to bagatelizowany problem przez personel medyczny. W Polsce ból mierzony jest w „ciutach”, boli ciut mniej lub ciut więcej. Często też jest używane przez personel medyczny stwierdzenie, że „trochę musi boleć”, albo „jak boli to znaczy, że człowiek żyje”. Bywa i tak, że sama rodzina prosi lekarza, by silnych leków przeciwbólowych nie podawać, bo chory może się od nich uzależnić lub będzie podsypiał. Czy wprowadzony przepis zmieni mentalność społeczeństwa, trudno powiedzieć. Warto jednak podejmować wszelkie działania w tym kierunku. Wszyscy jesteśmy zobowiązani do niesienia ulgi w cierpieniu, – bo ból upokarza i niszczy nadzieję. Nie możemy mierzyć cierpienia drugiego człowieka swoją miarą.

Materiał oryginalny opublikowany w tygodniku Echo Katolickie

© 2018 by Ewa Czeczelewska.

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now