Nowe spojrzenie na opiekę sprawowaną w ZOL-u. Wizja czy konieczność.

Wiemy, że obecnie Zakłady Opiekuńczo-Lecznicze (ZOL) powstają jak grzyby po deszczu. Nie dziwi ten fakt, gdyż według badań GUS prawie 34% ludzi starszych to osoby niepełnosprawne, a aż 78% tych osób ma znaczne ograniczenia, dotyczące nawet czynności podstawowych, jak na przykład samoobsługa (ubieranie się, mycie, jedzenie) czy poruszanie się poza pokojem i domem. 

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 22 września 2015 r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu świadczeń pielęgnacyjnych i opiekuńczych w ramach opieki długoterminowe świadczenia, są udzielane osobom ze względu na stan zdrowia, a niewymagającym hospitalizacji w oddziale szpitalnym, którzy w ocenie skalą poziomu samodzielności, zwaną „skalą Barthel”, otrzymali 40 punktów lub mniej. 

ZOL-e częściowo finansowane są z budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia, a częściowo przez pacjenta, który pokrywa koszty wyżywienia i zakwaterowania. Miesięczną opłatę ustala się w wysokości odpowiadającej 250 proc. najniższej emerytury, z tym, że opłata nie może być wyższa niż kwota odpowiadająca 70 proc. miesięcznego dochodu pacjenta.

Obecnie w naszym kraju organizacja i funkcjonowanie ZOL-i nie odbiega od funkcjonowania oddziałów szpitalnych, pomimo, że z goła ma spełniać zupełnie odmienną rolę w systemie ochrony zdrowia i społeczeństwie. Warto rozważyć, co można zmienić w funkcjonowaniu tych placówek by osoby z nich korzystające poczuły się jak w domu. W większości przypadków Zakłady Opiekuńczo-Lecznicze funkcjonuję na model oddziału szpitalnego, gdzie jest sztywny schemat rozkładu dnia, a celem całego personelu jest to, aby pacjent jak najszybciej odzyskał zdrowie i wyszedł do domu. Takie podejście warto zmienić, gdyż wszyscy wiemy, że czas pobytu w ZOL-u jest długi i możliwe jest, że osoby z niego korzystające nie wrócą do zdrowia, dlatego należy dążyć do zmiany organizacji ich funkcjonowania by uczynić w nich jakość życia lepszą niż samotne mieszkanie we własnym domu bez opieki. 

hospice-1793998_1920.jpg

Sądzę, że życie osób w starszym wieku lub niepełnosprawnych nadal może mieć sens, wymaga tylko większej inwencji i wizji zmian w sprawowaniu opieki, niż samo tylko dbanie o zachowanie bezpieczeństwa. Gdy osoby sprawujące opiekę uświadamiają sobie, że ich misją jest stworzenie takich warunków i atmosfery, aby każda osoba w nim mieszkająca mogła aktywnie spędzić czas oczywiście na miarę swojej kondycji psychofizycznej. Żyć według swoich przyzwyczajeń i dotychczasowych nawyków.

Czy możemy coś zmienić, aby tak się stało. Uda się to wówczas, gdy wszyscy sobie uzmysłowimy, że człowiek nie musi rezygnować ze swojej autonomii tylko dlatego, że w pewnym wieku potrzebuje pomocy. To prawda, że nasze życie z samej swej istoty jest zależne od innych ludzi, jednak skupienie się tylko na zapewnieniu bezpieczeństwa jest pustym, a nawet daremnym celem, jeżeli żyje się tylko dla tego. Zapewniając opiekę innym, należy wiedzieć, że każda osoba bez względu na to, jakie ograniczenia i trudy napotyka chce zachować autonomię – wolność i być panem własnego życia. W tym właśnie tkwi sedno człowieczeństwa. Fachowcy i instytucje, do których człowiek zwraca się o pomoc, nie powinni jeszcze pogarszać sytuacji w jakiej te osoby się znajdują. Natomiast osoby zajmujące się opieką nad osobami starszymi powinny dążyć do tego, aby w imię bezpieczeństwa nie ograniczać ich swobody, ale by ją wzmacniać w imię wartościowego życia, aż do chwili śmierci. Takie podejście, powinna uznać również rodzina osób przebywających w ZOL-ach. Zarówno instytucje, jak i rodziny osób potrzebujących opieki powinny opowiedzieć się za zmianami, które przekształcą zdominowane przez medycynę kulturę opieki nad starszymi ludźmi. Osoby niesamodzielne i ich rodziny oraz pracownicy powinni czuć się w ZOL-ach jak w domu, a nie jak w instytucji. A zatem jak stworzyć takie miejsce.

Praktyczne wskazówki zmiany funkcjonowania ZOL-u

 Po pierwsze należy dążyć by wygląd ZOL-u nie miał nic z przygnębiającej instytucji i swoim wystrojem nie przypominać szpitala. Po drugie, podopieczni nie powinni być nazywani pacjentami i by mogli się kłaść spać i wstawać, o której godzinie chcą, i aby nie było paradowania personelu po pokojach już o siódmej rano. Nie powinno być pośpiesznego wsadzania pod prysznic czy wymiany pieluchomajtek na komendę oraz ubierania, podawania tabletek i grupowych posiłków o jednej porze, przez krótki okres czasu. To są obecne reguły w ZOL-ach w Polsce i wydaje się, że nie ma możliwości zmiany tych rytuałów. Aby nastąpiła  zmiana musi nastąpić wielka przemiana mentalna całego naszego społeczeństwa. Personel winien być bardziej kompanem niż pracownikiem. Obecnie menadżerowie tworzą harmonogramy i przydzielają pracownikom konkretne zadania. Warto odwrócić ten model. Menadżerowie powinni oddać kontrolę nad podopiecznym i przekazać ją w ręce opiekunów z pierwszej linii. Każdy z nich skupiłby się tylko na kilku podopiecznych i wykonywał przy nich wszystkie prace z wyjątkiem zadań związanych z medycyną, za co odpowiadają pielęgniarki czy fizjoterapeuci, którzy są w pełni do tego przygotowani. W rezultacie pracownicy zyskaliby więcej czasu i mieliby większy kontakt z każdym podopiecznym – czas na rozmowę, czy nawet grę w karty. To wszystko można tak zorganizować, aby nikt nie musiał się czuć całkowicie podporządkowany sztywnym regułom instytucji. Ponadto warto nawiązać współpracę z przedszkolem lub szkołą, której dzieci lub młodzież odwiedzi osoby starsze, porozmawia, poczyta książki. Hodowanie przez pensjonariuszy roślin w doniczkach - czemu nie. A może kanarek w klatce ucieszy oko seniorów i osób unieruchomionych w łóżkach. Ważna jest również forma podawania posiłków, absolutnie nie powinien to być model żywienia szpitalnego. Przede wszystkim, jak tylko pozwala na to stan podopiecznego wszystkie posiłki warto podawać w jadalni, a nie w pokojach przy łóżku. Warto również zapewnić naczynia ułatwiające samodzielne spożywanie posiłków. Dyskretnie kontrolować jakość żywności przynoszonej przez rodziny, ale bezwzględnie nie zabraniać. Osobom tego potrzebującym zapewnić formę żywienia odpowiednią do stanu zdrowia z żywieniem enteralnym i parenteralnym włącznie.

Celem zwykłej medycyny jest wydłużenie życia, opieka oferowana w ZOL-ach ma na celu zapewnienie jak najlepszego życia jak to tylko możliwe, bez względu na to czy będzie ono trwało dłużej, czy krócej.

Wielu się wydaje, iż sugerowana zmiana opieki jest utopią. Wręcz przeciwnie – jest to konieczność wynikająca z kontekstu przemian zachodzących w społeczeństwie. Za kilka lat utrzymają się tylko te placówki, w których podopieczny będzie mógł zachować autonomię i prywatność, jaką cieszył się we własnym domu – włączając w to prawo do odrzucenia ograniczeń nakładanych ze względów bezpieczeństwa i wieloletnich przyzwyczajeń instytucji opiekuńczej. Nikt w ZOL-u nie jest za karę, po prostu korzysta z usługi płacąc za nią, jak płaci się za wiele innych usług. Dlatego warto położyć nacisk nie tylko na kwalifikacje personelu, ale przede wszystkim na jego podejście do pracy, umiejętność komunikacji i relacji ze starszym człowiekiem. Osoba korzystająca z placówki stacjonarnej powinna mieć także możliwość dbania o swoją kondycję fizyczną, psychiczną i duchową. Zaplanowanie opieki powinno się rozpocząć już na samym początku przy udziale rodziny na tyle na ile ona chce i potrafi w tym uczestniczyć. Rodzina osoby korzystającej z usług opieki stacjonarnej, powinna dążyć do współpracy z personelem sprawującym opiekę. Ta współpraca bardzo korzystnie wpływać na jakość życia osoby starszej w placówce opieki stacjonarnej.

Proponuję rozejrzeć się nieco, dookoła, aby zobaczyć, jak funkcjonuje współczesny człowiek, a przede wszystkim, jaki będzie funkcjonował przyszły senior. Jest na to dość prosty sposób, proszę oczyma wyobraźni zobaczyć siebie za dziesięć czy dwadzieścia lat i odpowiedzieć na pytanie, czy zgodzimy się żyć pod dyktando.

Dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej na temat nowoczesnych standardów opieki nad osobami starszymi, przewlekle chorymi, niepełnosprawnymi, czy w terminalnym okresie życia polecam książkę pt. „ŚMIERTELNI, Medycyna i to, co najważniejsze” autorstwa Atula Gawande.